Jego głos towarzyszy tysiącom Polaków w drodze do pracy, podczas treningów na siłowni czy wieczornego relaksu. Filip Kosior, jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów w Polsce, w 17. odcinku podcastu „Dobrze powiedziane” zdradza, jak wygląda życie lektora, którego kalendarz pęka w szwach, i dlaczego praca przed mikrofonem to znacznie więcej niż tylko „ładne czytanie”.
Statystyki, które zawstydzają
Filip Kosior to człowiek, który w pojedynkę potrafi znacząco zaburzyć statystyki czytelnictwa w Polsce. Jak sam przyznaje, w studio spędza od 80 do 120 godzin miesięcznie. Matematyka jest tu nieubłagana:
„Przeczytanie 100 godzin w miesiącu oznacza około 10-12 książek. To średnio pół książki dziennie”.

🎧Dobrze powiedziane: Filip Kosior – Audiobook – Katarzyna Węsierska – Audioteka | Audioteka
Rocznie daje to imponującą liczbę około 120 tytułów. Jednak za tymi liczbami kryje się ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny. Praca lektora to proces rzemieślniczy, który wymaga niemal nadludzkiego skupienia.
„Siedzenie przez 8 godzin w takim żywym kontakcie z tekstem to jest coś, po czym się wychodzi w stanie totalnego wycieńczenia umysłowego”.
Najbardziej intymna relacja na świecie
Głos lektora dociera do słuchacza przez słuchawki, tworząc specyficzną więź. Filip często słyszy od swoich fanów wyznania, które mogą brzmieć zaskakująco:
„Są ludzie, którzy częściej rozmawiają ze mną, czyli słuchają mnie w ciągu dnia, niż swojego partnera czy partnerki. […] Ten kontakt przez słuchawki jest niezwykle intymny”.
Ta bliskość sprawia, że słuchacze wybierają książki nie tylko po autorze czy gatunku, ale właśnie po nazwisku lektora. Choć sam Filip skromnie odradza wybieranie literatury wyłącznie „po głosie”, przyznaje, że status „drogiego lektora” zawdzięcza zaufaniu, jakie budował przez dekadę pracy.
Rynek audio „od kuchni”: abonament na głos?
Jak wygląda logistyka u topowego lektora? Filip Kosior szczerze opowiada o tym, że musiał wprowadzić systemy, które chronią go przed nadmiarem pracy. Zlecenia przyjmuje z dwumiesięcznym wyprzedzeniem (np. 1 kwietnia na czerwiec), a najwięksi wydawcy stosują u niego… „abonament”.
„Wydawcy zamawiają u mnie pakiet godzin na miesiąc. To jest rezerwacja terminu i moje zobowiązanie na rok”.
To pokazuje, jak bardzo profesjonalny stał się rynek audiobooków w Polsce. Głos nie jest już tylko dodatkiem do papierowego wydania, ale pełnoprawnym, strategicznym elementem premiery książki.

Jak zostać drugim Filipem Kosiorem?
Dla wielu osób praca lektora to zawód marzeń. Filip obala jednak pewne mity – na przykład ten, że studia aktorskie są absolutnie niezbędne do czytania książek.
„Radzę po prostu czytać dużo książek, potem czytać na głos, nagrać i zobaczyć, co z tego wyjdzie. […] Absolutnie studia aktorskie nie są do czytania książek potrzebne”.
Kluczem jest zrozumienie literatury i umiejętność oddania emocji bez zbędnej maniery „grania głosem”.
Przyszłość lektorów: człowiek vs AI
W dobie rozwijającej się sztucznej inteligencji, Filip Kosior zachowuje spokój. Choć dostrzega zagrożenia, widzi w lektorstwie formę szlachetnego rzemiosła:
„Chcę wierzyć, że słuchacze będą chcieli słuchać żywych ludzi czytających. […] To będzie produkt premium, rzemieślniczy, gdzie ważna jest wrażliwość i zróżnicowanie”.
Marzenia o „W poszukiwaniu straconego czasu”
Mimo tysięcy przeczytanych stron, Filip wciąż ma na liście tytuły, które budzą w nim ekscytację. Już teraz przygotowuje się do nagrania „Czarodziejskiej Góry” Thomasa Manna, a jego cichym marzeniem pozostaje zmierzenie się z całym cyklem „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, lub twórczością Davida Fostera Wallesa.
Jeśli chcecie dowiedzieć się, dlaczego Filip nie wychodzi z domu bez mikrofonu nawet na urlop i co czuje, gdy słyszy swój głos w bankowej infolinii, koniecznie wysłuchajcie całego odcinka podcastu „Dobrze powiedziane”.