Amerykanie mają ogromne pieniądze, które czasami dają fantastyczne rezultaty techniczne, ale czasami dzieją się w związku z tym dziwne rzeczy. Są trochę tak jak taki nowobogacki, który kupuje to, co najdroższe, bo go na to stać – mówi o US Army ekspert od obronności dr Michał Piekarski– Jakim przymiotnikiem określiłbyś tę wojnę? – zapytałam Michała Piekarskiego, analityka obronności z Uniwersytetu Wrocławskiego (i autora OKO.press).– Zaskakująca, a wręcz absurdalna – odparł po krótkim namyśle. – Nie wiadomo, jakie cele polityczne stawia sobie administracja Trumpa i Izrael.Rozmawialiśmy jednak przede wszystkim o militarnym aspekcie tej wojny, a więc:o tym, dlaczego tuż przed wybuchem wojny Amerykanie zabrali z Bliskiego Wschodu swoje ostatnie cztery okręty przeciwminowe
0 korzystnym dla USA przebiegu kampanii powietrznej
o tym, czy US Army naprawdę jest najpotężniejszą i najnowocześniejszą armią świata
jakie znaczenie miały dla niej lekcje wyniesione z Wietnamu i Mogadiszu
i dlaczego od czasu do czasu decyduje się na „przedobrzone" projekty zbrojeniowe.
Po wysłuchaniu tej opowieści musiałam zapytać, nawiązując do głośnego sporu politycznego o SAFE, co i w jakich proporcjach do innych zakupów zbrojeniowych powinniśmy kupować u Amerykanów. Odpowiedź mojego rozmówcy na pewno rozczaruje jedną ze stron tego sporu.Rozmawialiśmy też o odporności Ukrainy i jej armii, już cztery lata broniącej się przed pełnoskalową inwazją i o tym, dlaczego drony nie są w tej wojnie – jak i w każdej następnej – najważniejsze. I tu opinia Michała Piekarskiego może być na pierwszy rzut oka zaskakująca. Po namyśle jednak trudno nie przyznać mu racji.
