Istnieje tylko jedna rzecz, która może przerazić Sabinę Piechotę.
Jej ojciec śpiewający szlagiery.
Albo choćby otwierający usta.
Tak się składa, że rodzice strzygi to artyści estradowi i zdecydowali się przybyć do Brzegu, by zagrać koncert specjalnie dla swojej córki. Sabina szykuje już więc ochraniacze uszu… W ramach behape, oczywiście!
Sytuacji nie poprawia nawet najmilszy głos inspektora Majewskiego, rozbrzmiewający w jej biurze za sprawą toczącej się kontroli ze skarbówki. Dużo jak na jedną krwiożerczą Sabinę, nawet wyterapeutyzowaną i na diecie słodyczowej, posiadającą emocjonalno-biznesowe wsparcie pod postacią inkuba coacha i babki borowej.
Rodzice Sabiny na jej nieszczęście są jednak dość popularni. Nic dziwnego, że tuż przed koncertem robi się w okolicy tłoczno – młode wilkołaki rzucają się na półki sklepowe po pierniczki, wysuszone na kość wampiry czują głód przygody, a witające gości staruszki wyciągają z torebek nabijane ćwiekami bejsbole…
Będzie bardzo rodzinnie, co na ogół nie zapowiada niczego dobrego, a w przypadku nienormatywnych grozi tylko lokalną apokalipsą.
